Sport po amputacji kończyny – jak zacząć, zmotywować się do działania i czerpać z życia garściami? – Wywiad z parakajakarką Katarzyną Kozikowską

Sport po amputacji kończyny – jak zacząć, zmotywować się do działania i czerpać z życia garściami? – Wywiad z parakajakarką Katarzyną Kozikowską
Wiele osób po amputacji kończyny zastanawia się, jak będzie wyglądało ich życie po operacji. Choć zabieg wykonuje się jako ostateczność w leczeniu, to jest on pierwszym krokiem na drodze do odzyskania sprawności, powrotu do codziennych obowiązków oraz spełniania marzeń, w tym tych sportowych. Dowodem na to, że amputacja nie ogranicza jest parakajakarka Katarzyna Kozikowska, która pomimo początkowych trudności, żyje na sto procent.

Katarzyna Kozikowska. Fot. Archiwum prywatne.

Kasia to wrocławska sportsmenka z wieloma sukcesami na koncie, która obecnie przygotowuje się do tegorocznych Igrzysk Paraolimpijskich w Tokio. Poza sportową pasją, sumiennie realizuje również swoje edukacyjno-zawodowe cele oraz spełnia się jako żona, dbając o ciepło domowego ogniska. Jak doszło do tego, że straciła kończynę, rozpoczęła swoją sportową karierę, oraz motywuje się do działania? Zapraszamy do lektury wywiadu. Pytania zadaje Bartosz Kaczmarek, menadżer rehabilitacji w programie Po Amputacji.

Bartosz Kaczmarek: Jednym ze wskazań do amputacji kończyny są powikłania chorób przewlekłych, takich jak miażdżyca, czy postępujący nowotwór. Tak właśnie było w Twoim przypadku. Ceną za wygraną walkę z rakiem była amputacja kończyny. Kasiu, jak wspominasz tamten czas, gdy dotarła do Ciebie informacja, że stracisz jedną nogę?

Katarzyna Kozikowska: Gdy miałam 13 lat lekarze zdiagnozowali u mnie nowotwór złośliwy kości udowej z przerzutami na płuca. Wszystko zaczęło się od zawodów sportowych, podczas których coś strzeliło mi w kolanie. Początkowo medycy stwierdzili jedynie naderwanie mięśnia. Ból jednak nie przechodził. Po pewnym czasie, po przeprowadzonych badaniach, w tym wykonaniu zdjęcia rentgenowskiego dowiedziałam się, że w mojej nodze zachodzą zmiany zagrażające życiu. Wtedy po raz pierwszy usłyszałam, że konieczna będzie amputacja. Byłam nastolatką i kompletnie nie wiedziałam, co to oznacza.

Jako, że przeprowadzono u mnie chemioterapię, straciłam włosy, i to właśnie one stały się wówczas moją największą bolączką. Zaakceptowałam to. Nigdy jednak nie pomyślałam, że przez moją chorobę stracę nie tylko włosy, ale i nogę. Pamiętam, że lekarze poinformowali mnie, że operację mogą wykonać z dnia na dzień. Byłam
w totalnym szoku. W mojej głowie kłębiły się pytania bez odpowiedzi – “Czy kiedykolwiek będę mogła wstać z łóżka, tańczyć, chodzić w butach na obcasie…?” – Po półtora tygodnia od zabiegu, wróciłam do domu, bez jednej nogi, o kulach. Bez odpowiedzi na wszystkie moje wewnętrzne rozterki, za to z ogromną siłą wsparcia rodziców.

Bartosz Kaczmarek: Wiele osób po amputacji zmaga się z traumą, brakiem akceptacji na to, co się wydarzyło. Z pomocą przychodzą wówczas rodzina, przyjaciele i psycholog, dzięki któremu łatwiej jest zrozumieć i zaakceptować nową rzeczywistość. Choć jednak droga do akceptacji nie należy do najłatwiejszych, to dzięki niej możemy ruszyć do przodu. Kasiu, jak to było u Ciebie, co sprawiło, że zmieniłaś myślenie i uwierzyłaś, że po amputacji można żyć normalnie?

Katarzyna Kozikowska: Tak jak wspomniałam, wiele zawdzięczam rodzicom i ich podejściu do mojej niepełnosprawności. Jeszcze przed wyjściem ze szpitala do domu, mój tato zapowiedział, że w domu wózka nie będzie, a ja będę od początku poruszać się o kulach. W ten sposób od pierwszych dni po amputacji budował moją niezależność, za co jestem mu ogromnie wdzięczna. Jak po każdym ciężkim przeżyciu, które doświadcza człowieka, tak i mnie dotykały gorsze myśli. Szczególnie na początku, doskwierał mi ból fantomowy (boli to, czego nie ma) i musiałam sobie z nim radzić. Łatwo nie było, ale się udało. Chęć do życia odzyskałam jednak dopiero po zakończonej chemioterapii oraz sesjach terapeutycznych z psychologiem. W pewnym czasie to ja bardziej wspierałam rodziców, którzy przejmowali się moim zdrowiem i tym, co dalej. A dalej było już tylko lepiej.

Bartosz Kaczmarek: Warunkiem szybkiego powrotu do zdrowia i maksymalnej sprawności po amputacji kończyny jest sumienna rehabilitacja, a później zaprotezowanie. Jak to wyglądało w Twoim przypadku? Czy zawsze byłaś taka zdeterminowana do działania jak dziś?

Katarzyna Kozikowska: Dzięki temu, że rodzice wychowywali mnie w przekonaniu, że brak nogi nie jest żadnym ograniczeniem, dziś jestem świadomą swoich wartości kobietą, która nie boi się stawiać czoła przeciwnościom i walczy o swoje. Nie mogę również nie wspomnieć o swoich znajomych, na których zawsze mogłam liczyć. To było dla mnie bardzo ważne. Wiedziałam, że mam przy sobie ludzi, którzy są przy mnie. Pomimo wszystko. Nie mogłam ich zawieść.

Bartosz Kaczmarek: Kasiu jesteś złotą medalistką Mistrzostw Europy w parakajakarstwie, zajęłaś wysoką pozycję w Mistrzostwach Świata w 2019 roku. Dzięki swoim osiągnięciom uzyskałaś kwalifikację na tegoroczne Igrzyska Paraolimpijskie w Tokio. Jak zaczęła się Twoja przygoda ze sportem?

Katarzyna Kozikowska: Był 2008 rok, a ja byłam rok po amputacji. Wszystko zaczęło się od pływalni, na którą chodziłam w ramach rehabilitacji. Po kilku tygodniach, trener sekcji pływackiej zaproponował mi wstąpienie do profesjonalnej grupy. Miałam wówczas zobaczyć, czy będzie mi się tam podobać oraz, czy zdecyduję się zostać. Spodobało mi się, a nawet bardzo!

Treningi w ramach sekcji były przełomem w moim myśleniu o niepełnosprawności. Do grupy należały bowiem osoby bez ręki, nogi, poruszające się na wózkach inwalidzkich itp. Wszyscy stali się dla mnie ogromną motywacją do działania. Widziałam, że jak się czegoś naprawdę chce, to można. Wszyscy realizowali swoje marzenia, wtedy i ja postawiłam wszystko na jedną kartę. Pomyślałam wówczas: “Sport jest tym, czym chcę się zajmować, a pływalnia miejscem, gdzie pragnę spędzać swój czas”. Dzięki determinacji oraz intensywnym treningom zdobyłam w tej dyscyplinie naprawdę wiele – osiągałam sukcesy w zawodach na arenie polskiej i międzynarodowej. Jednak do poziomu olimpijskiego mi trochę brakowało, przez co treningi nie sprawiały mi już takiej radości jak dawniej.